Strona główna
Magazyn Arigato - Chibi
Recenzja anime: Kuro Shitsuji

Seria ta sprawia mi pewien problem w ocenie. Jest to bowiem anime, które oglądamy mając przez pewien czas całkowicie usprawiedliwione przeświadczenie, że nie jest to kolejny serial dla młodzieży, tylko dla starszego widza. Co prawda w wyniku działania kilku drugorzędnych postaci, z czasem to wrażenie znika. Zacznijmy jednak od początku.

Na początku było bowiem Zjednoczone Królestwo: fabuła

Ze wszystkich kultur europejskich, Japończyków najbardziej zdaje się pociągać niemiecka (nawiązania choćby w Elfen Lied, Rozen Maiden czy Fate/Stay Night, a z mang można je znaleźć choćby Ǘbell Blatt, choć też przejawia to się głównie w warstwie językowej/nazw odcinków) i właśnie angielska (by wymienić tylko Hellsinga). Akcja Kuro Shitsuji (dalej KS), rozgrywa się bowiem w latach 80 XIX wieku, gdy Imperium Brytyjskie obejmowało 1/5 powierzchni globu. Seria bardzo dobrze oddaje klimat wiktoriańskiej Anglii, (przynajmniej do pewnego momentu) bowiem już w pierwszych odcinkach pojawiają się nawiązania do nierozwiązanej zagadki Kuby Rozpruwacza (temat ograny, ale tutaj udało się wnieść sporo nowego do starej historii) i psa Baskervillów. Jednak nawiązania do przygód najsłynniejszego detektywa na tym się kończą, pozwalając  dalej zagłębiać się w fabułę. Dodajmy fabułę bardzo (zwłaszcza jak na shounen) mroczną i, której bieg nadają niejednoznaczni bohaterowie. I faktycznie, główny bohater będzie miał okazję „pobawić” się w detektywa, choć sami zabawą, tego przez co mu przyjdzie przejść i to co już przeżył nijak nie da się nazwać.

 Bohaterowie czy antybohaterowie?

Główny bohater Ciel Phantomhive, jest wychowującym się bez rodziców arystokratą (schemat braku rodziców jest zresztą jedną z cech shounenów), znudzonym i zmanierowanym chłopcem, posiadającym jednak potężnego sługę- Sebastiana, który jest demonem a zarazem lokajem, pozornie całkowicie posłusznym swemu panu. Pozornie, bowiem władza nad demonem choć jest absolutna to jednak ograniczona
tylko do momentu, gdy Ciel zabije swych wrogów. Motyw zemsty także jest dość powszechny, choć tutaj nie stoi na pierwszym planie, przewijając się od czasu do czasu. Niemniej Ciel podchodzi do niego bardzo emocjonalnie, i nie jest typem człowieka, który nagle przygarnie wczorajszego wroga pod strzechę. Nie chce zapomnieć swej krzywdy1. Sprawia, to że z zainteresowaniem śledzimy jego dalsze poczynania, nie jest to bowiem, kolejny nastolatek, jakich pełno w anime, który jest żywym uosobieniem wszelakich cnót, z miłosierdziem na czele. Bohater nie ma na celu zbawienia  świata, kierując się górnolotnymi ideałami. Ciel nie posiada jakiejś idei, i nawet nie jest specjalnie zainteresowany tym, by za wszelką cenę pozostać przy życiu2. To nie jest opowieść o wchodzeniu w dorosłość (znowu często spotykany element fabuły shounenów), tylko historia o chłopcu tak głęboko zranionym w dzieciństwie przez jedną z najbliższych jej osób, że wyjście z traumy jest niemożliwe, wręcz wyraźnie odrzucane przez samego bohatera. W zasadzie on cały czas oczekuje swej śmierci, nie pragnie jej fanatycznie, nie zachowuje się jak samobójca, jest jednak świadomy, że opuszczenie ziemskiego padołu należy do niezbyt odległej przyszłości.
Stanowi to świetne wytłumaczenie ponurego nastroju panującego w anime. Ciel jest chyba najlepszą postacią w tym serialu, chociaż zarazem mam z nią  największy problem. Bo o ile jego młody wiek powinien ułatwiać młodszym widzom identyfikację z bohaterem, to jednak całkowite wczucie się może być trudne, gdyż  nie jest on jednak postacią sympatyczną. Zwłaszcza, że nie ma optymistycznej wizji przyszłości, jaką tego typu postacie (główni bohaterowie) powinni mieć.


Od lewej: Demon (Sebastian Michaelis) i jego Pan (hrabia Ciel Phantomhive).

Kolejną nietuzinkową postacią i tytułowym „Czarnym Lokajem” jest Sebastian Michaelis, demon wypełniający wszystkie rozkazy swego pana, ale za bardzo wysoką cenę. Sebastian nie jest typem bohatera pozytywnego, jeśli już czyni dobro to mimo woli. A jednak widać, że z Cielem łączy go coś więcej niż tylko kontrakt, mimo to chyba nie nazwałbym tego uczucia do końca bezinteresownym. Lokaj potrafi być śmieszny i straszny, także brutalny, nie stara się oszczędzać ludzi, jeśli staną na jego drodze, zabija z uśmiechem na twarzy. Do pewnego stopnia jest sadystą. Jego również trudno zaliczyć do typowych bohaterów shounenów.


Grell Sutcliffe - Jedno z ciekawszych przedstawień Shinigami jakie miałem
okazję oglądać kiedykolwiek w anime. Zapewne z powodu jego kosy, która
powoduje, że odbiera się go trochę jak bohaterów amerykańskich horrorów klasy B i C.

Także drugi plan ( a przynajmniej jego większość) prezentuje się bardzo dobrze. Na pewno ze wszystkich wybijają się Grell Sutocliff i Angela. Grell to najciekawsza wersja boga śmierci jaką widziałem do tej pory, i naprawdę w swoim czasie wywarł na mnie spore wrażenie3, Choć zabija dla przyjemności, mimowolnie pomaga głównym bohaterom, nawet jeżeli tylko okazjonalnie i nie z dobrego serca. To egoista skupiający się na swoich rządzach, które jednak, tak jak sam Grell potrafią się nadzwyczaj szybko zmieniać . Niemniej Shinigami  mordujący przypadkowe osoby zestawem narzędzi chirurgicznych, używający budzącej lęk kosy jaką jest piła mechaniczna, do tego z pociągiem do mężczyzn, to też dość niestandardowy bohater shouenów.
Angela przypomina mi trochę „Jasnych” z nocnego patrolu Siergieja Łukanienki (piszę o książce, bo w filmie tego już tak dobrze nie pokazano), którzy chcąc by wszystkim żyło się dobrze wpierw stworzyli komunistyczny a potem nazistowski totalitaryzm. Taka właśnie jest Angela. Ona jako jedyna postać negatywna, ma gotowy plan przyszłego powszechnego szczęścia, czyli coś, co powinni mieć główni bohaterowie seriali dla młodzieży. Tylko, że sama będąc aniołem, jest zarazem najlepszą złą postacią jaką można znaleźć w shounenach. Zwykli główni źli w tym gatunku są z reguły zainteresowani zniszczeniem świata. Ot takim niszczeniem dla samego niszczenia. Nie mają głębszego przesłania. Angela ma, chociaż dużym minusem w przypadku tej postaci jest to, iż cel ostateczny jest na tyle niewyraźny, że koniec końców na niszczeniu właśnie poprzestaje. Niemniej sama kwestia z usunięciem nieczystych, pachnie tutaj zwykłym ludobójstwem w imię wyższych, niedookreślonych wartości (i może dlatego właśnie idealny porządek jest taki mglisty?). Zresztą już sam fakt, że negatywną postacią jest tutaj istota z przyrodzenia dążąca do dobra, zaś po stronie „pozytywnej” stoi demon i jego pan, wywraca trochę tradycyjną konstrukcję gatunku.
Co do pierwszego i drugiego planu mogę więc powiedzieć jedno - jest moralnie indyferentny, nie żyje dla poprawiania świata, nie ma lepszej wizji przyszłości (albo ma, ale wynaturzoną), i nie ma przeszłości. To w swej istocie dość mroczne postaci, ale to one czynią KS czymś więcej niż kolejny przeciętnym shounenem.
Z trzeciego planu dobrze wypadają Undertaker, Lizzy i Lau z dziewczyną, a z epizodycznych Madam Red, którą naprawdę można spróbować zrozumieć, a nie skwitować krótkim „następna psychopatka bez powodu”.
Jednak niektóre postaci nie przypadły do gustu, gdyż są… zbyt optymistyczne.

Niestety służba w domu Ciela, jest w pewnym sensie nieprzystająca do swego pana. Niby mają za sobą ciężkie doświadczenia życiowe4, ale te tryskające optymizmem postaci, jakoś nie pasują do tego dość ponurego anime. To samo tyczy się dwóch hindusów, których głównym wkładem w fabułę jest pichcenie Curry. Na „szczęście” ten optymistyczny krąg rozrywa definitywnie postać młodego inspektora Scotlandyardu, który swoją walkę z przestępczością motywuje dobrem  dla swej przyszłej rodziny. Niestety przy wykonywaniu swej szlachetnej misji ginie. Czyżby tutaj to dobro, a nie tylko zło miało być ukarane?


Madam Red. Także postacie epizodyczne są tutaj interesujące

Oprawa graficzna: O ile tła wypadają ładnie, to najbardziej spodobały mi się szczegółowe postacie bohaterów. Serial nie szczędzi pokazywania przemocy, ale wyjątkowo brutalne zajścia nie są najczęściej pokazane wprost.
Muzyka: świetnie buduje wyjątkowo mroczny klimat tego anime. To dość ciekawe, bo pierwszy ending, jest w istocie wyjątkowo mało do tej produkcji przystający. Bardzo dobry opening i niezwykle klimatyczny drugi ending. Zdecydowanie jedna z mocniejszych części składowych tego anime. 


Ciel w stylistyce Gothic Lolita

Podsumowując:
Kuro Shitsuji, to dobre, a nawet bardzo dobre anime, z wyraziście zarysowanymi i niejednoznacznymi postaciami głównych bohaterów, którym towarzyszy znacznie lepiej zbudowany niż w większości anime drugi a nawet postaci epizodyczne (z reguły o nim się nie wspomina, tutaj nawet on jest bardzo wyrazisty). Serial przez większość czasu trzyma ponury i mroczny klimat, dodatkowo potęgowany przez klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Graficznie jest dobrze, na pewno powyżej średniej, i choć jest tutaj miejscami dość sporo akcji, to jednak znajdziemy też bardziej refleksyjne momenty. I tylko kilka postaci, parę wątków i rozsadzające klimat wypełniacze osłabiają ostateczne wrażenia.
Ale i tak uważa, że to anime po prostu trzeba zobaczyć. Chociażby po to, jak można przezwyciężyć schematyzm, jakim cechują się shouneny. Kuro Shitsuji ta sztuka dobrze się udała.

1 Kiedy Angela chce wymazać te przykre wspomnienia, on odrzuca je. Notabene jedna z lepszych scen w tym anime;
2 Wspomnijmy tu scenę, gdy zakłada pierścień by zmusić Sebastiana by ratował Lizzy, czy rzucenie się nurt Tamizy w ostatnim odcinku;
3 Kto by pomyślał, że ten pozornie niezdarny lokaj jest w istocie psychopatycznym mordercą. Scena w której ujawnia swą prawdziwą tożsamość, jest chyba najlepszą w Kuro Shitsuji;
4 Na Finnym przeprowadzano eksperymenty, Bard jest jedynym żołnierzem, który ocalał z pogromu, który zgotował im ich własny, niekompetentny dowódca, a Meirin byłą morderczynią na zlecenie, cierpiącą na krótkowzroczność;

jarek1985

Recenzja na


Recenzję Kuro Shitsuji znajdziecie także w Arigato #3

Magazyn Argiato Wejdź na forum Kalendarium imprez