Strona główna
Magazyn Arigato - Chibi
Recenzja mangi: Blame!

Blame! - opowieści z tamtej strony

Może na Ziemi
Może w przyszłości

Dla żab zamkniętych i urodzonych w bardzo głębokiej studni świat będzie płaski i ze wszech miar ograniczony. Nie mają przecież żadnych dowodów i doświadczeń, które wskazywały by na to, że jest inaczej. Nie zadadzą też sobie najmniejszego trudu by poznać świat na zewnątrz, bo dla nich na zewnątrz po prostu nie istnieje, dla nich jest tylko studnia, tylko... A jeśli do podobnej studni wrzucić ludzi. Cóż według naukowców zaadaptują się i po setkach lat zamienią w takie żaby. I będą w tym stanie trwać, tak długo, jak długo będą się rozmnażać, jak długo ich rasa będzie mogła trwać. Tylko w obliczu zagłady, gnani samozachowawczym biologicznym pędem podtrzymania gatunku zaczną spoglądać ku górze, w nadziei na ratunek. Witajcie w świecie "Blame", opowieści o wędrówce ku górze... studni.

Co zainspirowało mnie do stworzenia "Blame!"? Hm... Zawsze byłem wielkim fanem science-fiction. Przeczytałem wiele książek o tej tematyce. To z pewnością literatura fantastyczna była główną inspiracją. No i filmy, takie jak "Mad Max", "Zombie", "Blade Runner" i wiele, wiele innych. Lista jest naprawdę długa.

Tsutomu Nihei

Świat mangi "Blame!" to kręte labirynty...wyobraźni autora. Labirynty po których poruszamy się, bez żadnego przygotowania, nie rozumiejąc w tym świecie sensów zdarzeń oraz słów. Nihei rozegrał to genialnie, każdy bowiem kto spróbuje zapoznać się z "Blame!" będzie się czuł w tym komiksowym świecie obco i nieswojo, będzie miał poczucie zagubienia i chaosu. A podrzucane przez autora skrawki układanki, będą najczęściej okazywać się ślepymi zaułkami, pułapkami lub zmyłkami. Nihei zależało by czytelnik miał wrażenie obcowania z historią, która nie została stworzona w naszym świecie, ale będącą swoistym zapisem podróży powstałym w innym miejscu i czasie. I to mu się w pełni udało. Efekt końcowy to fascynujący komiks, ale nie dla wszystkich. Naprawdę wiele osób szybko rezygnuje z podróży po CyberDungeon. A czy Wy jesteście na nią gotowi?

Zdaje sobie sprawę, że rzucam czytelnika w świat cybernetycznych-lochów bez żadnego przygotowania, że porusza się on po nich po omacku, stosując metodę prób i błędów. Taką miałem właśnie idę, potraktować odbiorcę niczym dziecko, które uczy się chodzić. Na początku sprawia mu to trudność, mimo to próbuje, bo w jego naturze jest podnieść się z czworak na dwie nogi i spojrzeć na ten sam świat z nowej perspektywy. Szczerze mówiąc wiedziałem, że "Blame!" nie zostanie przez wszystkich zaakceptowany. Czułem jednak, że na świecie znajdzie się garstka osób, którym ten komiks się spodoba, którzy nie będą mieli go dosyć.

Tsutomu Nihei

Cybernetyczne lochy poznajemy zza pleców Killego, to jego wędrówkę śledzimy w "Blame!". Kim jest Killy? Nie wiem czy właściwie postawione pytanie nie powinno brzmieć - czym jest Killy? Wygląda jak człowiek, właściwie młody chłopak, o kruczoczarnych włosach, smukłej sylwetce, bladej cerze i smutnej, jakby pozbawionej emocji twarzy. Ale czy człowiek po upadku z 10 metrów podnosi się z ziemi jak gdyby nigdy nic? Killy ma przy sobie rzecz z którą się nie rozstaje i której używanie najwyraźniej sprawia mu niezdrową przyjemność. To pistolet o potężnej mocy, emiter promieni grawitacyjnych, stworzony przy pomocy zapomnianej technologii przez jedną z legendarnych cywilizacji. Killego nie interesuje jednak jego pochodzenie, zadowalają go efekty. Wyobraźcie sobie promień wielkości dużej tokijskiej wieży. Jest jeszcze jedna rzecz z której korzysta Killi. To dziwne leki-narkotyki, zwiększające najprawdopodobniej jego możliwości. Killy... Imię o dwóch znaczeniach w kanji - mgła i dwunasty znak zodiaku.

Czasami słyszę głosy, że w "Blame!" realizuje swoje niespełniona marzenia o byciu znanym architektem. Nie ma co kryć, że architektura to jedna z moich miłości. Skończyłem studia na tym kierunku, pracowałem w tym fachu. Jednak cały czas czułem, że to nie jest do końca to co chciałbym robić, że projekty, które wykonuje są takie... zwyczajne. Wątpię czy kiedykolwiek ktoś by mi pozwolił stworzyć budowlę na podstawie moich wizji. W komiksie mogę zbudować wszystko i w tym tkwi jego siła oraz moc. Rysowanie świata "Blame!" było dla mnie twórczym wyzwoleniem.

Tsutomu Nihei

Cybernetyczne lochy, zapomniane cywilizacje, dziwna technologia. Gdzie więc właściwe rzuca czytelnika Nihei? Sam autor określa to miejsce przewrotnie - może na Ziemi, może w przyszłości. Tak czy inaczej akcja komiksu rozgrywa się w gigantycznej, niewyobrażalnie olbrzymiej budowli z tysiącami tysięcy poziomów zamieszkanych przez różne istoty, w tym ludzi. Menażeria jest naprawdę niesamowita i wykreowana z niesamowitą precyzją i fantazją. Nie tylko tu Nihei pokazuje mistrzostwo. To w jaki sposób rozrysowuje przestrzenie świata "Blame!" po prostu zachwyca, niesamowita architektura w połączeniu z dziwną, obcą technologią zniewala i omamia. Ta manga to graficzne mistrzostwo. Co ciekawe mimo, że to z założenia zamknięty, klaustrofobiczny świat, udaje się Nihei stworzyć w nim bezkresne przestrzenie, pozwalając czytelnikowi odetchnąć od ciasnoty, ciemni oraz brudu pomieszczeń. Odetchnąć na chwile, bo przestrzenie wykreowane przez Nihei również potrafią przytłoczyć i przerazić. Jak każda rzecz w Rzeczywistości Podstawowej - MEGASTRUKTURZE, budowli sięgającej gwiazd.

Kiedy zaczynałem tworzyć "Blame!" uważałem, że najlepszym sposobem tworzenia mang jest praca odręczna, że wkraczające do tego przemysłu komputery zabijają w komiksach to coś...Po kilku narysowanych odręcznie tomach pracuje obecnie z grafikami komputerowymi. No, cóż kiedy człowiek się przyzwyczai to jest całkiem fajna zabawa i praca. Dziś wiem, że nie ważne czym, tylko jak i co. Ma to oczywiście odbicie w "Blame!" i to nie tylko pod względem graficznym. Wyzbyłem się przecież awersji do komputerów.

Tsutomu Nihei.

Świat MEGASTRUKTURY dzieli się na warstwy, strefy... Są tam miasta, wioski, ule, kopce...Ten świat jednak gnije od środka, degraduje się, uwstecznia. Mimo iż mieszkańcy korzystają z najnowszych zdobyczy technologicznych, ich wiedza ogranicza się często tylko do przyciskania guzików. Killy świetnie wie, że jego świat umiera. To właśnie poszukiwanie lekarstwa dla swoich pobratymców z najniższych warstw zmusza go do wędrówki ku górze budowli. Te lekarstwo to net-geny, specyficzne DNA. Nie wszyscy jednak w świecie Killego porzucili chęć zdobywania wiedzy. Do takich osób należy Cibo, przyszła towarzyszka podróży głównego bohatera.

Czy Killy czuje coś do Cibo? He, He... Tego nawet ja nie wiem.

Tsutomu Nihei


Cibo jest wygnanym naukowcem, który pracował dla Bio-Elektronicznej Korporacji. Wygnano ją za nieudany eksperyment, chciała bowiem umożliwić mieszkańcom MEGASRTUKTURY ponowne łącznie z Siecią, z innym światem, który często przenika do Rzeczywistości Podstawowej. Skończyło się to katastrofą. Na straży Sieci stoją bowiem potężne istoty, mające własne kryteria doboru... Killy znajduje Cibo w kanałach ściekowych, gdzie jej ciało uległo już rozkładowi, tylko mózg wciąż funkcjonuje. Dzięki Killemu naukowiec otrzymuje nowe ciało, ciało pięknej kobiety oraz mści się na tych, przez których została wygnana. Od tej pory wędrować będą wspólnie. Wędrować...Tak to właśnie wędrówka jest tak naprawdę głównym bohaterem "Blame!". Liczy się naprawdę tylko ona. Jej istotą jest ona sama, bez względu na to jakie cele jej przyświecają. To podróż po krainie obrazów, wyjętych ze snów, nie pochodzących z naszego świata. Podróż ku górze, po to by mieć po co wrócić na dół. Podróż ku wyjściu, tylko czy ono istnieje.

W świecie japońskiego komiksu od pewnego czasu obserwuję zastój, powiela się w kółko te same schematy, coraz mniej pojawia się artystów nieszablonowych, z własną wizją. Duże wydawnictwa stawiają na sprawdzone pomysły i wymuszają pewne rozwiązania fabularne i graficzne na twórcach. Określa się mnie mangaką nowej fali. Dla mnie to kolejny sposób stworzenia nowej koniunktury na mangowym rynku. Kolejny sposób by zarobić, a nie kreować. Jedynym pozytywem jest to, że wydawnictwa dają szansę młodym, odważnym twórcom. Obawiam się jednak, że wkrótce "nowa fala" zacznie zżerać swój własny ogon, stanie się odtwórcza tak jak wiele innych nurtów w japońskim komiksie.

Tsutomu Nihei

Historia "Blame!" zamknęła się jak na razie w 10 tomach i będzie kontynuowana. Ten komiks wszak tak naprawdę może być opowiadany bez końca. Wędrówka może bowiem trwać wiecznie, tak długo jak tylko zapragnie autor. Tym, którzy zagłębili się w świat "Blame!" jest to jak najbardziej na rękę. Ta manga bowiem to swoisty paradoks, to senny koszmar z którego nikt z powyższych nie chce się obudzić. I tak jak w śnie słowa, znaki, symbole czy obrazy mają znaczenie tylko dla tych, którzy tego chcą. Ci będą grzebać w wszelkiej maści sennikach, by rozszyfrować SENS. Jednak tylko chyba sam Tsutomu Nihei może napisać takowy sennik. Choć... czy ja wiem? Myślę, że nawet on nie do końca rozumie swój sen i to jest w nim najpiękniejsze.

"Blame!" stał się świetnym towarem eksportowym. Szczególnie dużą popularnością cieszy się na rynku frankońskim, największym komiksowym rynku europejskim. To pochlebia mi najbardziej. Jestem bowiem fanem komiksów tworzonych w Europie. Język słowno-graficzny, którym posługują się tamtejsi twórcy bardzo różni się od mangi, i o wiele bardziej niż manga trafia do mnie. Tego szukam w komiksie, w graficznych opowieściach. Zetknąłem się z takim komiksem przypadkiem, podczas pracy w dziale budowniczym w Nowym Jorku. Kupiłem pismo Heavy Metal, które przedrukowuje Europejczyków i zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

Tsutomu Nihei

"Blame!" to komiks niezwykły. Manga o własnym, wyjątkowym kodzie obrazkowo-słownym, manga której języka trzeba się uczyć i to uczyć od zera. Nie ma tu żadnych podpowiedzi i wskazówek. Ten komiks trzeba studiować, a nie tylko oglądać i czytać. Tsutomu Nihei stworzył prace, która na zawsze przejdzie do historii komiksu, rozumianego nie jako tania rozrywka ale sztuka. "Blame!" to magiczna manga.

Czy wiem jak potoczą się dalsze losy moich bohaterów? Tak i... nie. Wiem co na pewno stanie się na końcu. Co zaś wydarzy się wcześniej... Wszystko wciąż wisi w powietrzu. Wszystkie moje dotychczasowe pomysły mogą się bowiem jeszcze zmienić, w zależności od tego jak będę się czul, gdy do nich dotrę. Ten komiks to ja.

Tsutomu Nihei

Artykuł ukazał się pierwotnie w drugim numerze "Mangazynu"

Wywiad z autorem mangi znajdziecie w Arigato 1

Recenzja na



Arkadiusz Dzierżawski

Tytuł:
Blame!
Tytuł alternatywny:
Adventure-seeker Killy in the Cyber Dungeon quest!
Autor scenariusza:
Nihei Tsutomu
Autor grafiki:
Nihei Tsutomu
Wydawca:
Kodansha
Rok wydania:
1997
Polskie tłumaczenie:
Mangapolis Platinum (grupa zamknięta)
Gatunek:
akcja, dramat,horror, seinen, siły nadprzyrodzone, sci-fi
Ilość tomów:
10


Brawo BG 07-09-2009, 01:45:12
Swietny tekst. Jedna z nielicznych mang do ktorej mozna wracac (...)
Magazyn Argiato Wejdź na forum