Strona główna
Magazyn Arigato - Chibi
Recenzja anime: Rosario + Vampire
Gonzo – czy komuś ta nazwa nie obiła się choćby o uszy? Osoby, które lepiej znały dorobek tego studia musiały przeżyć niemiłe rozczarowanie, kiedy doszły do nich wieści o bankructwie firmy. Także ja się zaliczam do tego grona. Tym niemniej postanowiłem w niniejszej recenzji opisać anime z ostatniego okresu samodzielnej pracy Gonzo – Rosario + Vampire. Serial ten, podobnie jak Strike Witches, był adresowany do możliwe szerokiego kręgu odbiorców, a jego zadaniem – jakże mało ambitnym – było zarobienie jak najwięcej „zielonych” dla stojącego się nad finansową przepaścią Gonzo. Niestety już wkrótce studio wykonało duży krok naprzód.

Rosario + Vampire to anime powstałe na podstawie mangi autorstwa Akihisy Ikdey pod tym samym tytułem. Rosario + Vampire był także pierwszym, w pełni samodzielnym reżyserskim debiutem Takayuki Inagaki. Uprzedzając jednak złośliwe komentarze, należy stwierdzić, że ze swym zadaniem poradził sobie przyzwoicie. A zatem przejdźmy do szczegółów.


Kiedy Aono Tsukune jechał do nowej szkoły, nawet mu się nie śniło…

Aono Tsukune był niewyróżniającym się - żeby nie powiedzieć, bardzo niewyróżniającym się - uczniem. Przyszedł jednak czas, by opuścić szkołę podstawową i dostać się do jakiegoś dobrego liceum. Nasz bardzo niewyróżniający się bohater, jakimś cudem został przyjęty do jakże niezwykłego przybytku - Youkai Academy. Placówka ta kierowała się specyficznymi regułami. Po pierwsze uczęszczać doń mogły tylko potwory. Po drugie każdy człowiek, który by jakimś sposobem przekroczył jej progi, zostałby na miejscu zgładzony. Aono nie miałby problemu, gdyby nazywał się np. Kurosaki Ichigo. Niestety - jak każdy bohater haremówki - nie był on osobą skorą do walki z przeważającymi siłami wroga. Jak to mówią „każda potwora znajdzie swego amatora”, co w przypadku Tsukune nie było wcale przenośnią. Pokochała go bowiem wampirzyca Moka Akashiya. Wampiry są jednymi z najpotężniejszych potworów, jakie mogą uczęszczać do Youkai Acadamy. Teoretycznie zatem Aono mógł tylko umrzeć z powodu nadmiernego upływu krwi z żył, tudzież z nosa. Niestety w jego nowej szkole obowiązywała jeszcze jedna zasada. Wszystkie potwory powinny pozostawać nieustannie w ludzkiej postaci. Ażeby wypełnić tę regułę Moka, niczym dewotka, nosiła na swej szyi wielgachny krzyż. Tym sposobem potężny krwiopijca stawał się zaledwie niegroźnym, potrzebującym ciepła, kawaii dziewczęciem. Wystarczyło jednak zdjąć tę ozdóbkę, by Moka pokazała swoje mniej przyjemne oblicze. I faktycznie prawdziwą postać musiała ujawniać aż nazbyt często: tylu miała niechcianych adoratorów, i tyleż potworzyc widziało w Tsukune swojego amatora.


…że poznana wkrótce potem Moka Akashiya…

Tyle jeśli chodzi o ogólny zarys fabuły. Prawda jednak jest taka, że akcja Rosario + Vampire rozwija się długo, bowiem aż przez osiem epizodów. Tyle czasu potrzebowali twórcy na stworzenie odpowiednio licznego haremu wielbicielek dla Tsukune. Początkowe odcinki są bardzo schematyczne. Mianowicie Moka i Aono pozostają szczęśliwie zakochani aż tu nagle do ich związku wkrada się jakiś potwór np. ork, syrena, wilkołak – podglądacz – tudzież i bez tego przerażająca nauczycielka matematyki. Napięcie między adoratorem a ofiarą narasta, aż dochodzi do walki, której mniej lub bardziej przypadkowym uczestnikiem jest Aono i Moka. Gdy już klęska zagląda im w oczy jakimś sposobem głównemu bohaterowi udaje się zdjąć krzyż z szyi Moki, co owocuje jej przemianą i błyskawicznym rozstrzygnięciem walki na korzyść protagonistów. Dobro triumfuje, Hades potępiony, jak by to napisał Friedrich Kind. Na szczęście, poczynając od dziewiątego epizodu, pojawiają się mniej schematyczne historie. Kończą się co prawda podobnie, ale gra idzie tutaj o znacznie większą stawkę, bo już wyłącznie o życie naszych bohaterów. Poza tym mają one także coś w rodzaju przesłania, choć niezbyt oryginalnego. Te ostatnie pięć epizodów koniec końców ratują anime przed totalnym schematyzmem i skutecznie potrafią zainteresować widza, znudzonego powtarzającym się przewidywalnym biegiem wydarzeń.


…tak się do niego przyssie

Przejdźmy do postaci. Rosario + Vampire to przede wszystkim szkolna haremówka i w tym miejscu niczego nowego nie odkrywa. W każdym anime z tego gatunku musi bowiem być główny, męski bohater i kilka dziewczyn, które chcą by je pokochano. I tak Aono Tsukune to trochę niezdarny, pozbawiony charyzmy oraz silnej woli osobnik. Na dodatek fizycznie też szczególnie nie imponuje. W okresie późniejszym nabiera jednak specyficznej, choć zarazem straceńczej odwagi, a głównym powodem jego istnienia staje się ochrona Moki. Moka w swej kawaii postaci, to bohaterka sympatyczna, choć także pozbawiona cech zbytnio wyróżniających ją spośród – tak samo jak ona kawaii – otoczenia. Jednak, w swej prawdziwej formie, zostaje przedstawiona widzowi, jako kobieta silna, tak psychicznie jak i fizycznie, zdecydowana i pełna złowrogiego uroku. To zdecydowanie najbardziej wyrazista postać w anime i należy żałować, że tak krótko twórcy pozwalają jej „poszaleć”. Jednak dziewcząt ubiegających się o serce Aono jest więcej.

W kolejności, w jakiej się pojawiają należy wymienić – Kurumu Kurono – przebojowego sukuba, a zarazem posiadaczkę największego, najbardziej miękkiego i w ogóle „naj” biustu w szkole. Jej całkowitym przeciwieństwem jest Yukari Sendo. Ta mała czarownica w osiąganiu swych celów woli posługiwać się rozumem niż walorami fizycznymi. Ponadto z początku wykazuje tendencję homoseksualne. Yukari w sposobie wypowiadania się łudząco przypomina Suiseiseki z Rozen Maiden. Chodzi oczywiście o znajdujące się prawie na końcu każdego zdania „Desu”. Ostatnią chętną, by posiąść Tsukune, jest Mizore Shirayuki. Postać ta nawiązuje do potwora z japońskiego folkloru jakim jest – Yuki Onna – czyli Kobieta Śniegu. Dziewczę wyraźnie przeżywa kryzys osobowości i zamrozi każdego, kto stanie na drodze między nią, a głównym bohaterem. Generalnie jednak woli przyglądać się Tsukune z daleka. Jest to bowiem klasyczny „Stalker”. Podsumowując tę część recenzji trzeba stwierdzić, że bohaterowie anime są schematyczni, ale zarazem dość przyjemni w odbiorze. Oczywiście brak tutaj jakiejś bardziej wysublimowanej psychologii, tragicznej przeszłości czy filozoficznych rozważań, ale przecież takie elementy są dla haremówki tylko niepotrzebnym dodatkiem, którego zresztą nikt nie oczekuje.


Jednakoż Kurono Kurumu podjęła wszelkie możliwe kroki, by Moka musiała obejść się smakiem

Autorami OST do Rosario + Vampire są Kouhei Tanaka (filmy z serii One Piece, Mobile Suit Gundam: The 08th MS Team OAV) oraz Shiroh Hamaguchi (Final Fantasy VII: Advent Children, One Piece TV). Większość utworów utrzymana jest w średnich i wolnych tempach, natomiast biorąc pod uwagę ilość wykorzystanych stylów muzycznych spotkamy się z niemałą różnorodnością. I tak do muzyki bigbandowej nawiązuje np. Ano Musume to Ichaicha. Jednak większość utworów prezentuje sobą niekiedy wręcz orkiestrowe aranżacje, czego najlepszym przykładem jest Fuuin Kaijo. Na przeciwległym brzegu stoi przesiąknięty elektroniką Shin So. Oba te podejścia łączy w dobry sposób Ketsuzoku, jest to bowiem utwór wyjątkowo mroczny, potrafiący trochę podnieść ciśnienie u słuchacza. Oprócz nich mamy jeszcze takie dzieła o wątpliwej wartości artystycznej jak Churuchurupayapaya, czy łączący podniosłą formę z banalną treścią Dabadabada. Podsumowując OST należy stwierdzić, że jest to przyzwoita, choć trochę rzemieślnicza robota.

Opening COSMIC LOVE w wykonaniu Nany Mizuki idealnie dopasowuje się charakterem do gatunku ecchi. Jest szybki, słodki, hałaśliwy i... przewidywalny. Przelatuje przez uszy jak – nie przymierzając – grzyby przez przewód pokarmowy. Innymi słowy jest, a jakoby jej nie było.

Ending Dancing in the velvet moon śpiewany również przez Nanę Mizuki utrzymany jest w podobnym stylu. Oprócz zwyczajowej rąbanki na syntezatorze jesteśmy bombardowani chaotycznymi wstawkami sekcji smyczkowej i krzykliwym chórkiem. Najgorsze jednak jest to, że linia melodyczna została skonstruowana tak, by nikt nie zdołał jej zapamiętać. Przerost formy nad treścią, delikatnie powiedziawszy.


Z nią jednak często gryzła się Yukari Sendo

Jednak od strony graficznej seria wypada naprawdę dobrze. Żywe kolory, szczegółowe tła, dobra animacja postaci to niewątpliwe zalety. Warto jednak dodać, że pod względem oprawy wizualnej, pierwszy odcinek jest widocznie bardziej dopracowany niż pozostałe. Dotyczy to odpowiednio oświetlenia, jak i teł, które są – biorąc pod uwagę standardy dla telewizji – wprost wyładowane detalami. Ponieważ mamy do czynienia z haremówką, dlatego koleżankom Tsukune nie brakuje walorów fizycznych. Z kolei krótkie spódniczki dają to, za co wszyscy fani kochają ten gatunek – fanservis. Na szczęście bielizna kobiecych postaci nie jest tutaj jedynie słusznego, białego koloru. Także postać Moki w jej prawdziwej i uśpionej postaci diametralnie się od siebie różnią, podkreślając ich przeciwstawne charaktery. Z drugiej strony zanim Moka stanie się wampirem, przechodzi przemianę à la Sailor Moon, tyle że soft porno, np. autorzy uwydatniają jej biust i pośladki. W pierwszym odcinku została ona także podrasowana dobrze wykonanymi efektami 3D w postaci obsiadających Mokę nietoperzy. W późniejszych odcinkach brakuje jednak tego elementu.


A wszystkiemu przypatrywała się z bezpiecznej odległości Mizore Shirayuki

Rosario + Vampire jest pozycją schematyczną, mało innowacyjną, ale jednak niepozbawioną uroku. To prawda, że fabuła jest prosta jak drut, a humor niewyszukany, ale daje jednak sporo radości podczas seansu. Postacie są sztampowe tak pod względem zachowań jak i wyglądu, lecz zarazem sympatyczne i potrafią przyciągnąć, choćby na krótko uwagę widza. Rosario + Vampire to w istocie niezły przedstawiciel swego gatunku, dlatego powinien przypaść do gustu fanom haremówek, ale także osobom, które chcą od czasu do czasu pooglądać jakieś lekkie, łatwe i przyjemne anime. Z drugiej strony widzowie, którzy tego rodzaju produkcje już wcześniej nie darzyli poważaniem, nie mają tu czego szukać.


Wszystkie one nie miały jednak szans w konfrontacji z bardziej mroczną stroną osobowości Moki

Jarek 1985

Technikalia:
Autor Oryginału: Akihisa Ikeda
Reżyseria: Takayuki Inagaki
Studio: Gonzo
Scenariusz: Hiroshi Yamaguhi
Muzyka: Kouhei Tanaka, Shiroh Hamaguhi
Rok wydania: 2008
Gatunek: Komedia, romans, fantasy, zjawiska nadprzyrodzone
Czas trwania: 13 x 25 minut

Recenzja na

Magazyn Argiato Wejdź na forum Kalendarium imprez