Strona główna
Magazyn Arigato - Chibi
Recenzja anime: Rosario + Vampire Capu 2
Rosario + Vampire jak na haremówkę przystało, atakowało widza sporą ilością fanserwisu, niezbyt oryginalnymi postaciami, mało skomplikowaną fabułą oraz niewyszukanym humorem. Jednak seria potrafiła dać całkiem sporo radosnej, odmóżdżającej rozrywki. Czy drugi sezon potrafił dorównać poprzedniczce pod względem miodności?


Nowy rok szkolny w Youkai Academy zrobił na naszych bohaterach piorunujące wrażenie

Aono Tsukune miał fart. Nie zginął z powodu niedającego się zatamować krwotoku z nosa, nie wypiła go do cna Akashiya Moka, ani nie zabiła któraś z licznych sympatii. Być może dlatego tak ochoczo wrócił do Youkai Academy na drugi rok nauki. Wraz z nim przybyło także wielu nowych pierwszoroczniaków. Wśród nich znajdowała się niejaka – Kokoa Shuzen. Stworzenie to – choć nie wskazywało na to ani nazwisko, ani zewnętrzne podobieństwa – było siostrą Moki. Zresztą także sposób, w jaki członkinie najbliższej rodziny okazywały sobie uczucia, zakrawał na kuriozum. Bowiem tak się złożyło, że Kokoa nienawidziła swojej siostry w bardzo specyficzny sposób. Jakie były przyczyny siostrzanej wrogości? I Jaki to miało wpływ na naszych bohaterów? Te informacje widz uzyska, jeśli tylko sięgnie po Rosario + Vampire Capu 2.


Dowiedzieli się bowiem, że teraz to Kokoa jest Sprite, a Moka to pragnienie…

Ostatnie pięć odcinków pierwszego sezonu dawało nadzieję, że autorzy porzucili praktykę jednoodcinkowych opowieści, i w końcu stworzą coś bardziej złożonego. Pierwsza dwa odcinki Rosario + Vampire Capu 2 zdają się potwierdzać te przypuszczenia. Wejście siostrzyczki Moki jest agresywne i nie pozostawia złudzeń, kto tym razem będzie Spritem, a kto odegra rolę pragnienia. Niech się jednak potencjalny widz zbytnio nie napala. Po pierwszych dwóch epizodach powracamy do starych „dobrych” czasów. Rozwijająca się z odcinka na odcinek fabuła tutaj praktycznie nie istnieje, a świadectwem, że poszczególne epizody coś łączy są naciski matek Kurumu i Mizore na córki, by te w końcu wzięły ślub z Aono. Z tym wiążą się także kroki zaradcze, jakie podejmuje nasz główny bohater. Ten ostatni bowiem wciąż nie może się zdecydować, kto będzie jego drugą połówką. Ten schemat utrzymuje się przez większość anime za wyjątkiem ostatnich czterech odcinków, które są bardziej zwarte pod względem rozwoju wydarzeń. Są one jednak daleko mniej emocjonujące od końcówki pierwszego sezonu.


… jak zwodniczy potrafi być urok bishounena…

W Rosario + Vampire Capu 2 pojawia się tylko jedna, cokolwiek bardziej widoczna postać - wspomniana na początku Kokoa Shuzen. W przeciwieństwie do swej pozostającej w miłosnym letargu siostry, jest ona charyzmatyczna i potrafi narzucić swoją wolę innym. Jej stosunek do Moki jest trochę bardziej złożony, niż przeciętna motywacja bohaterów w tej serii. Różowowłosa kawaii Moka wzbudza w Kokoi niepohamowaną nienawiść, dlatego uczyni wszystko by zdjąć jej różaniec. Jednak od Moki w prawdziwej postaci może otrzymywać ciosy i cieszy się z tego jak dziecko. W praktyce jednak Kokoa nie pełni żadnej istotnej roli, stanowiąc zaledwie tło dla rozgrywających się wydarzeń. Na jej usprawiedliwienie można jednak napisać, że wnosi sporo humoru do opowieści. Przechodząc zaś do Moki, należy stwierdzić, że twórcy spychają ją na trochę dalszy plan, poświęcając więcej uwagi Kurumu, Mizore czy Yukari. Wreszcie też pozwolono na dłużej niż na chwilę pokazać Akashiyi swoje prawdziwe, wampirze oblicze. Niestety nie są to epizody pełne akcji, a większą uwagę twórcy skupiają w tym czasie na Aono. Z kolei ten ostatni dalej nie wie, którą z otaczających go śliczności pragnie najbardziej.


Z kolei sam Aono potrzebował wsparcia, by móc się zmierzyć…

Oba sezony Rosario + Vampire posiadają identyczną ścieżkę dźwiękową. Jedynym wyjątkiem jest opening i ending.
Opening DISCOTHEQUE wykonywany – jak w pierwszym sezonie – przez Nanę Mizuki to kontynuacja kiczowatego, landrynkowego popu. Niech was nie zwiedzie wstęp wykorzystujący bigbandowe brzmienia i urokliwe chórki. Dalej następuje powtórka z rozrywki, którą zniosą tylko najwytrwalsi. Resztę słuchaczy już po pierwszej zwrotce mogą rozboleć zęby.

Ktoś przebiegle wykombinował, że jak się pozmienia tonację kilkakrotnie podczas trwania jednej piosenki, to będzie fajnie. Otóż nie, proszę Was, wcale nie jest fajnie. Należy stwierdzić, że jest idiotycznie i bez sensu. Taki właśnie jest ending Trinity Cross. I nawet przyjemny skądinąd głos Nany Mizuki nic tu nie pomoże. Zwyczajnie nie da się tego słuchać.


… z gorącym uściskiem mamy Kurono…

Od strony graficznej nie zaszły większe zmiany. Prawdopodobnie jednak znacznie zwiększyła się ilość fanserwisu. W związku z tym seria stała się także bardziej krwawa. Po prostu męskim postaciom częściej niepowstrzymanym strumieniem czerwona posoka leci z nosa. Za humorystyczny element można by uznać pomysł na cenzurę. Miast stosować przycinanie kadrów, wykorzystano „naklejki” z uśmiechniętych nietoperzy i niedźwiadków. Są one naprawdę słodkie. Poza tym pewnemu pogorszeniu uległo przedstawienie pojedynków, co jest związane z częstszym stosowaniem stopklatek.


… oraz lodowatym powitaniem rodziny Mizore…

Podsumowując Rosario + Vampire Capu 2 byłaby wierną kontynuatorką tradycji pierwszego sezonu. Byłaby nią niewątpliwie, gdyby nie była odczuwalnie słabsza. „Baty” należą się przede wszystkim za oparcie fabuły na schemacie „potwory tygodnia”, podczas gdy wydawało się, że ostatnie odcinki pierwszej serii dążą do czegoś bardziej złożonego. Postać Kokoi nie została należycie wykorzystana, a wiele obiecująca podczas pierwszego sezonu wampirza forma Moki nie potrafi się odnaleźć poza walką. Ogólnie jednak drugi sezon Rosario + Vampire nie powinien zbytnio rozczarować widzów, którym spodobała się poprzedniczka, ale to już nie jest to „co tygrysy lubią najbardziej”.


… i z największym złem tego świata – cenzurą!

Jarek 1985

Technikalia:
Autor Oryginału: Akihisa Ikeda
Reżyseria: Takayuki Inagaki
Studio: Gonzo
Scenariusz: Hiroshi Yamaguhi
Muzyka: Kouhei Tanaka, Shiroh Hamaguhi
Rok wydania: 2008
Gatunek: Komedia, romans, fantasy, zjawiska nadprzyrodzone
Czas trwania: 13 x 25 minut

Recenzja na

Magazyn Argiato Wejdź na forum Kalendarium imprez