Strona główna
Magazyn Arigato - Chibi
Recenzja filmu Takeshi Kitano: Sonatine
czyli ballada o yakuza



Skończył się film. Ostatnia kropla krwi spłynęła po szybie samochodu. Siedziałam przez chwilę, cicha i zapatrzona w siebie, zastanawiając się, co właściwie przed chwilą obejrzałam. Nastawiałam się na opowieść pełną przemocy i brutalności, a otrzymałam... no właśnie... co?

Sugestywne zdjęcie z plakatu promującego Sonatine zapowiada krwawą jatkę. Nic bardziej mylnego. Choć fabuła kręci się wokół tematu japońskiej mafii, flaków nie będzie. To znaczy nie, nie tak. Flaki będą, ale nie w ilości satysfakcjonującej przeciętnego amatora mocnych wrażeń. Co prawda spadnie kilka palców, a i trup zaściele się gęsto lecz głównym tematem nie jest to, co yakuza robią w „pracy”, ale to, co robią w „czasie wolnym”. Nawet jeśli ów „wolny czas” pojawił się niespodziewanie i jest przez nich niepożądany.

Murakawa, starzejący się gangster (w tej roli Takeshi Kitano), myśli o wycofaniu się z „branży”. Niespodziewanie, wraz z kilkoma współpracownikami, zostaje wysłany na Okinawę z misją pogodzenia dwóch zwaśnionych rodzin yakuza. Na miejscu okazuje się, że wielki konflikt to w rzeczywistości niegroźne potyczki miejscowych bandziorów. Murakawa odkrywa, że jego wyjazd był jedynie pretekstem do odsunięcia go od interesów. Spodziewa się zamachu na swoje życie. Jednocześnie wypatruje wieści z Tokio, które zaprzeczyłyby jego podejrzeniom. Domek na plaży, który udostępniają mu miejscowi yakuza, staje się swego rodzaju więzieniem, ale i ostoją, w której gangster na nowo odkrywa uroki życia. I – nie! - nie myślcie sobie, że hula do białego rana pośród zdeprawowanych pań nieciężkiej konduity. Słońce, piasek, plaża i szum fal wyciszają go, uspokajają. Zaczynają go cieszyć proste czynności i rozrywki. Kiedyś śmiał się z podtapiania właściciela knajpy, który nie chciał płacić haraczu. Teraz bawią go walki papierowych zapaśników. Wraz z upływem czasu bezczynność zaczyna go cieszyć. Jednak gdzieś tam, w podświadomości, czuje nieuchronne zbliżanie się przeznaczenia. Zwłaszcza że jego towarzysze, jeden po drugim, zostają wyeliminowani. Jaki los go czeka? Czy uda mu się go oszukać?



To o czym jest ten film, zapytacie, skoro kilku bandziorów wyleguje się na plaży i lepi babki z piasku? Faktycznie, przeniesienie bezkompromisowych gangsterów do domku nad morzem (pozbawionego wszelkich wygód) wydaje się dość dziwne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę zamiłowanie Kitano do krwawej jatki.
Sonatine to opowieść o nieuchronności losu, o niemożności odcięcia się od przeszłości i o tym, że nie da się rozpocząć życia od nowa. Wszystko to, co przeżyliśmy i zrobiliśmy rzutuje na to, co czeka nas w przyszłości. Starszawy mafiozo, skończony w środowisku yakuzy nie łudzi się, iż dożyje swoich dni w chatce na plaży, w towarzystwie ukochanej kobiety. W ostatnim odruchu człowieczeństwa wybiera mniejsze zło i – uwaga spojler – popełnia samobójstwo. Dlaczego mniejsze zło, spytacie? Przecież strzelenie sobie w łeb wydaje się aktem drastycznym i całkowicie niezrozumiałym w sytuacji, kiedy wrogowie leżą sześć stóp pod ziemią, a tuż za najbliższym pagórkiem czeka niewiasta, która pała ognistym uczuciem. Nie zapominajmy jednak, że yakuza (jak każda organizacja przestępcza) ma długie ręce, które prędzej czy później wyciągnie po wiarołomnego gangstera. Murakawa to wie i - wbrew nadziejom widzów na dobre zakończenie – kończy tragicznie.

W przeciwieństwie do wcześniejszych filmów, Sonatine to obraz mimo wszystko optymistyczny. Sam Kitano jest tu bardziej skory do ukazywania uczuć. Znika gdzieś - tak charakterystyczna dla niego - nieprzenikniona maska, którą epatuje choćby w Violent Cop. Bawi się, śmieje i widać, jak potrafi cieszyć się odgrywaną rolą. To samo powiedzieć można o Susumu Terajimie (ciekawostką jest, że na stronie Filmwebu w obsadzie zamiast Terajima napisano Teramisha, co nie jest prawdą, a co powielają niektóre portale informacyjne. A fe, wstyd Filmwebie, wstyd!), tak często grającym w filmach Beata Takeshi'ego. Jego kreacja wzbudza niepohamowaną sympatię i naprawdę żal, że odgrywana przez niego postać tak nagle zostaje wyeliminowana. Pozostali aktorzy również tworzą urokliwą atmosferę, której tak brakuje mi w naszym rodzimym kinie. Masanobu Katsumura bawi jako zafrasowany yakuza z Okinawy, któremu przypadł wątpliwy zaszczyt ugoszczenia Murakawy i spółki. Niezawodny jak zwykle Ren Osugi wzrusza oddaniem i determinacją, a Aya Kokumai – choć pojawia się tylko na chwilę – potrafi przykuć uwagę niewymuszonym wdziękiem i spontanicznością.

Długie, rozciągnięte, panoramiczne ujęcia Katsumi'ego Yanagishimy podkreślają sielskość-anielskość atmosfery. Aż chciałoby się być tam, razem z bohaterami, pławić w słodkiej bezczynności, słuchać szumu morza, przesypywać piasek w dłoniach i cieszyć się „BYCIEM”. Przenikająca wszystko muzyka Joe Hisaishi'ego dopełnia całości. Ta „święta trójca” - czyli dream team Kitano-Yanagishima-Hisaishi – nie raz udowodniła, że potrafi stworzyć poruszający, zapadający głęboko w serce spektakl, po obejrzeniu którego nic już nie będzie takie samo. Epicka, snująca się powoli opowieść w niczym nie przypomina filmów akcji, do których przyzwyczaił nas Hollywood. Ale w tym właśnie tkwi cudowna odmienność japońskiego kina.

Żeby nie być gołosłowną w zachwytach dodam jeszcze, że Sonatine w 1994 roku zdobył nagrodę Japońskiej Akademii Filmowej za najlepszą ścieżkę dźwiękową dla Joe Hisaishi'ego i Japanese Professional Movie Award dla Ayi Kokumai za debiut aktorski. Zaś w roku 1995 na Cognac Festival du Film Policier Takeshi Kitano został uhonorowany nagrodą przyznawaną przez krytyków filmowych.

Dla kogo jest ten film? Cóż, powiem tak. Sonatine jest tak przesycony emocjami, że poruszy nawet toczony przez korniki taboret. Jeśli chcecie przeżyć niezwykłą, sentymentalną podróż filmową, obejrzyjcie koniecznie. Zapewniam, że nie będziecie żałować. Tylko uwaga! Sonatine wywołuje skutki uboczne w postaci pytań egzystencjalnych i melancholii. Jeśli więc jesteś na skraju załamania nerwowego, odpuść sobie seans i obejrzyj jakąś odmóżdżającą komedię.



Anna „Lau” Ćwik

Technikalia:
Tytuł: Sonatine
Reżyser: Takeshi Kitano
Scenariusz: Takeshi Kitano
Muzyka: Joe Hisaishi
Zdjęcia: Katsumi Yanagishima
Rok produkcji: 1993
Czas trwania: 94 min.
Nagrody: Nagroda Japońskiej Akademii Filmowej w roku 1994 dla Joe Hisaishi\\\'ego (najlepsza ścieżka dźwiękowa); Japanese Professional Movie Award w roku 1994 dla Ayi Kokumai (najlepszy debiut); Nagroda Krytyków Filmowych na Cognac Festival du Film Policier w roku 1995 dla Takeshi\\\'ego Kitano;
Magazyn Argiato Wejdź na forum Kalendarium imprez